Kminek na święta.

 

Święta coraz bliżej, w sklepach  gorączka zakupów, w domu szał przygotowań, ubierania choinki, strojenia i pichcenia. A później beztroski czas leniuchowania i pałaszowania przygotowanych wcześniej smakołyków. Co prawda nie jest już tak tłusto i wystawnie jak kiedyś bywało, ale i tak niejednemu z nas przydałaby się dieta , o której przeczytasz w poprzednim wpisie „ Po wielkim żarciu”.

Kiedy się czyta opisy szlacheckich czy magnackich uczt, ślinka napływa  do ust, lecz żołądek kurczy się ze strachu. Zawsze nie dawało mi spokoju, jakim cudem nasi przodkowie mogli bezkarnie opychać się przez całe życie tłustościami, podczas gdy większość z nas wykończona jest zaledwie po trzech dniach świątecznego ucztowania.

Wydaje mi się, że po części odkryłam tę tajemnicę.

Ostatnio bardzo dużo eksperymentuję z różnymi przyprawami, szczególnie tymi które zbawiennie wpływają na układ trawienny i wątrobę, łagodząc ciężkostrawność tłustych mięs i sosów, których staram się co prawda unikać, ale czasem się nie da.. po prostu nie da 🙂

Cudowna przyprawa.

 

 Niektóre z nich, jak choćby kminek,  zwany także karolkiem, obecnie nie doceniany, a dawniej niezastąpiony, zażywano jako lekarstwo na wszelkie problemy z żołądkiem. Żadna pani domu nie ruszyła się na przyjęcie bez woreczka z jego nasionami.

Kminek zwyczajny ( Carvum carvi ) uchodzi za najstarszą przyprawę świata- jego ślady odkryto w osadach palowych sprzed tysięcy lat. Był niezwykle ceniony w Azji- w Persji około 500 r. n. e. stanowił nawet walutę. Woreczkami z kminkiem płacono miedzy innymi podatki. Nic w tym dziwnego zważywszy na fakt jak szerokie spektrum zastosowania miał w tamtych czasach. Uchodził nie tylko za lek i przyprawę, ale także wchodził w skład wielu napojów, mających wzbudzić namiętność.

Jego walory smakowe i lecznicze ceniono chyba na całym świecie, od Egiptu poprzez Indie, starożytną Grecję i Rzym.

Najwięcej jednak zastosowań leczniczych dla kminku znalazła średniowieczna Europa. W zmianki o nim znaleźć można we wszystkich ówczesnych zielnikach i książkach medycznych oraz…cennikach wielkich portów ( także Gdańska), z których wynika, że był jednym z najpopularniejszych medykamentów.

Wzmacniał głowę, żołądek, wątrobę, śledzionę i jelita. Pomagał w zadyszkach, uśmierzał swędzenie i likwidował zawroty głowy.

 W sosach- „pobudzał żądzę ku jedzeniu”, pomagał w trawieniu. Z winem leczył niedomagania nerek, usuwał z nich piasek i kamienie. Choć zaczęto go u nas hodować w przydomowych ogródkach na większą skalę dopiero w XVIII wieku, sprowadzano go z południa  Europy na tak masową skalę, że w przeciwieństwie do innych kosztownych przypraw, był dostępny nawet dla biedaków.

Współczesna nauka wykryła w kminku między innymi olejek eteryczny, żywice, garbniki, woski, sole mineralne, flawonoidy ( kwercetyna i kemferol ), tłuszcze, białka i cukry oraz kwasy organiczne. Stwierdzono też, że kminek pobudza działalność wydzielniczą żołądka i jelit, poprawiając trawienie, reguluje procesy fermentacyjne w jelitach ( dobry jest więc na gazy), działa przeciwskurczowo i przeciwbólowo ( łagodzi na przykład dolegliwości związane z kolką jelitową), poprawia pracę wątroby.

Szczególnie polecany jest matkom karmiącym piersią, gdyż pobudza wydzielanie mleka, a u dziecka zapobiega powstawaniu gazów i łagodzi, jakże często występujące kolki.

 

Jeżeli będziesz regularnie zażywał kminku wymieszanego z majerankiem żadna potrwa nie będzie Ci straszna.

Jak by tego było mało, to kminek działa jeszcze bakteriobójczo,  przeciwgrzybiczo, moczopędnie, dobrze wpływa też na oskrzela- rozrzedza flegmę i działa wykrztuśnie .

Kminek zaliczany jest do przypraw „zimowych”, ze względu na swoje właściwości rozgrzewające.

Zatem warto zwrócić na niego baczniejszą uwagę i zacząć stosować na potęgę. Ale uwaga!, dodawany do potraw, posiada takie same właściwości jak przyrządzone z niego leki!

Kminek nie tylko wspomoże nasze zdrowie ale przy okazji dosmaczy wiele dań. Jego owoce wspaniale pasują do mięs- na przykład pieczeni wieprzowej, sosów, wędlin, serów, ćwikły, kapusty kwaszonej, rozmaitych sałatek ( szczególnie ziemniaczanych). Ożywi też smak pieczywa..

Kiedyś do przysmaków często pojawiających się na stołach naszych pradziadów należały rozmaite odmiany zupy kminkowej. Prawdziwym rarytasem była polewka kminkowa na wywarze z włoszczyzny i grzybów. Słynne też były kminkowe wódeczki- alasz, kminkówka.

Wykorzystywano nie tylko nasiona ale także korzenie „karolka”, które ugotowane jak marchewka, stanowiły pyszną jarzynkę. Młode kruche pędy dodawano do sałatek.

Dobre przepisy.

 

Kwas kminkowy

(wg.” Dla podniebienia i dla zdrowia” Andrzeja Szymańskiego)

Weź: 40 g nasion kminku, 1 kg razowego chleba, 25 g drożdży, 500 g cukru, 10 litrów wody.

Podsusz chleb w piekarniku, pokrój w małe kostki, zalej zimną przegotowaną wodą i pozostaw na 3-4 godziny. Potem odcedź, do odlanej wody dodaj resztę składników i odstaw w ciepłe miejsce. Po 3-4 dniach gotowy kwas odcedź, przelej do butelek i dobrze zakorkuj. Przechowuj w chłodnym miejscu.

Napój ten nie tylko ratuje przy problemach z żołądkiem i wątrobą ( wtedy należy pić 1 filiżankę przed posiłkiem), ale i wspaniale orzeźwia, jest doskonały na ” kaca „

Wino kminkowe

4 łyżki zmielonego kminku zalej butelką dobrego wytrawnego wina i odstaw na 2 tygodnie, często wstrząsając. Potem przecedź i pij 2-3 razy dziennie po kieliszku przy kłopotach z trawieniem.

Nalewka kminkowa

(wg „ leczniczych nalewek” Andrzeja Sarwy)

50 g kminku, 1 litr spirytusu 70%, 150 g cukru wymieszaj w szklanym naczyniu, szczelnie je zamknij i ustaw w ciemnym, ciepłym miejscu na 10 dni. Potem odcedź przez bibułkę lub filtr do kawy.

Doskonale działa na wszelkie dolegliwości gastryczne i….dobry humor

 

Jeżeli nie stosowałeś do tej pory kminku, mam nadzieję, że to od dziś się zmieni.

Podobało się ? Podziel się !

klikając w wybrany baner społecznościowy